Ostatni raz tak się cieszyłem, gdy dostałem talon na pierwszy samochód albo, gdy urodziła mi się pierwsza córka. Dzisiaj podobnie, dostałem wymarzoną decyzję umożliwiającą zakup własnej broni.
Nie będę się rozpisywał o drodze, jaką przeszedłem. „Nic to”, ważne, że mogłem zakupić dwie jednostki broni, po jednej centralnego i bocznego zapłonu. Kupiłem dwusystemowego Walthera GSP kal..32 i kal..22. Wszyscy znajomi byli przekonani, że tym sposobem, mimo że właściwie jest to jeden pistolet, to stracę obie promesy. I tu bardzo miła niespodzianka. Ponieważ zakupiłem sprzęt w jednym sklepie na jedną fakturę gdyż był to dwukalibrowy zestaw fabryczny, zarejestrowano go na jedną promesę (wyższego kalibru). Tym większa była moja radość gdyż mogłem wykorzystać pozostałą promesę na zakup karabinka sportowego.
Zastanawiałem się, co wybrać. Od razu przyjąłem, że będzie to broń używana. Obecnie strzelam generalnie z pistoletu jednak w dalekiej przeszłości strzelałem z karabinka Vostok. Poza tym w naszym regionie zawodów karabinowych organizuje się nie wiele. Na zawodach okręgowych spotkałem kolegów strzelających konkurencje karabinowe. Jak zwykle w takich przypadkach każdy miał inne zdanie. Zacząłem śledzić ceny na rynku niemieckim ( egun.de). Używane jednostki starszego typu karabinków (bocznego zapłonu) z zamkniętymi przyrządami celowniczymi można kupić w granicach (200-400 euro). Karabinki współczesne (używane) to już ceny od 500 do 1500 euro.
Jestem początkującym karabiniarzem i raczej bardziej serio pozostanę przy pistolecie, więc nie chciałem wydawać na razie zbyt dużej kwoty. Dodatkowo wielokrotnie słyszałem, że zarówno karabinki Walther-a jak i Anschutz-a są kapryśne, jeśli chodzi o amunicję. W przeciwieństwie do nich stary dobry Vostok strzela wszystkim. Czy to prawda – zobaczymy.
Udało mi się za naprawdę niewielkie pieniążki kupić używanego Vostok-a CM2. Technicznie OK ( egzemplarz z kutą lufą). Wizualnie, nie najlepiej. Sporo ubytków oxydy, porysowana i powycierana kolba. Zgadzam się z opinią, że najważniejsze, aby celnie strzelał, aby się nie zacinał. Jednak nie mogę się zgodzić, że musi wyglądać na zaniedbany. Poniżej foto kolby 

Jakże miłe było moje zaskoczenie, gdy w trakcie pierwszego przestrzeliwania (na otwartej leśnej strzelnicy w Rybniku, po deszczu, amunicja CCI, z podpórki) siedem strzałów przykryłem dziesięciogroszówką. To dodało mi motywacji, aby karabinek odrestaurować. Lufę oddałem do ponownej oxydacji do znanego nie tylko na Śląsku warsztatu rusznikarskiego pana Andrzeja Wróblewskiego. Następnie zacząłem szukać i znalazłem – na drugim krańcu Polski, kogoś, kto za przyzwoitą cenę odrestaurowałby mi kolbę. Już w trakcie wstępnej rozmowy telefonicznej pan Wojciech Multon okazał się bardzo kompetentnym partnerem. W trakcie rozmowy zmieniłem nieco moje spojrzenie na temat renowacji kolb. Warto posłuchać specjalisty. Tym bardziej, że jest również strzelcem, byłym reprezentantem kadry narodowej w latach 1979-1988. Po wstępnych ustaleniach zapakowałem starą kolbę i wysłałem do renowacji i przebudowy. Dzisiaj otrzymałem ją z powrotem. Warto było –oceńcie sami.
Henryk Bachulski. Gliwice- czerwiec 2011

